31 lip 2015

"Klasyka to książki, które każdy chciałby znać, a nikt nie chce czytać." Mark Twain


żrodło

Powieści klasyczne to temat śliski i niewygodny. „Bibofile” lubią bić im pokłony, chociaż poprzestali na streszczeniach lub ekranizacjach. Nie wypada przecież przyznać, że oczy się kleją nad Tolkienem skoro po przeczytaniu „Zmierzchu” aspiruje się do roli specjalisty. Osobiście już wolę postawę pod tytułem „czytam tylko bestsellery z Empika, ugryź mnie w pupę” – jest chociaż szczera. Po odsianiu samozwańczych specjalistów, wojujących przeciwników, zniesmaczonych uczniów i całego stadka „nieczytaczy” zostaje nam na sitku garstka wybrańców, która faktycznie czerpie niekłamaną przyjemność z czytania klasyki. 

Sama nie łapię się do elity a klasyfikacja, jak to zwykle z nią bywa, rozpada się pod mikroskopem. Niektóre książki wstrząsnęły moim żywotem, większość wywołała jednak pytanie „O co tyle szumu?”. Jesteśmy dziećmi świata w którym tematy tabu stały się towarem deficytowy. Jak możemy zrozumieć ogrom buntu Wertera z powieści Goethe skoro nasze pokolenia romantyzm przeżyło, przeżuło i zrobiło z niego różowego balona? Nie mam pojęcia. „Cierpienia młodego Wertera” to najgorsza książka jaką przeczytałam w życiu. Klasyka ma charakter ponadczasowy – bujda na resorach.

Uważam jednak, że warto w niej grzebać i szukać czegoś dla siebie, można bowiem wykopać prawdziwe skarby. Zachęcona przez Pyzę do kradzieży, wrzucam swoje odpowiedzi na tagowe pytania. Nikogo nie typuję, łańcuszkami się brzydzę. Jako, że Niebieski Stoliczek to mebel ukierunkowany na fantastykę, moje odpowiedzi również utrzymają się w tej konwencji.


1. Popularna klasyka, która nie przypadła Ci do gustu?

Nie mam najmniejszych wątpliwości. Moje największe klasyczno-fantastyczne rozczarowanie to „Czarnoksiężnik z Archipelagu”. W Internecie jak mantrę powtarza się jedyną słuszną opinię - ta książka to ósmy cud świata. W skrócie, jest to powieść o dorastaniu, walce z przeciwnościami, o tym, jak głupota przechodzi w dojrzałość a wszystko to w magicznej oprawie i po mistrzowsku opisane. Szkoda, że nie zauważyłam tych zalet. Niestety jako pierwowzór współczesnej powieści dla młodzieży, książka ma przechlapane. Mam wrażenie, że o wszystkim już gdzieś czytałam. Na rozwiązanie zagadki wpadłam już po pierwszym rozdziale. Co z tego, że Ursula była pierwsza, skoro tłum pisarzy wzorując się na niej ujął temat zabawniej, dokładniej, ciekawiej? Nie mogłam opędzić się od subtelnych porównań z „Imieniem Wiatru” Rothfussa. Powinno mnie to zniechęcić do niego a nie do niej, ale cóż… Będę okrutna. Szanuję twórczość autorki, bo miała innowacyjny pomysł, ale po przeczytaniu dziesiątek lepszych utworów w podobnej konwencji, nie jestem w stanie polubić „Czarnoksiężnika z Archipelagu”.


2. O którym okresie historycznym lubisz czytać najbardziej?

Czy przyszłość można uznać za okres historyczny? W ostatnich miesiącach uległam zbiorowemu szaleństwu na dystopie i antyutopie. Bardzo tu polecam „Rok 1984” Orwella. Tak, wbrew pozorom jest to powieść fantastyczna. Nie mogłam się pozbierać i oprzeć wrażeniu, że świat przedstawiony niebezpiecznie nie rożni się od naszego.


3. Ulubiona baśń?

Najtrudniejsze pytanie w całym tagu. Uwielbiam baśnie, bajki i legendy więc trudno mi wyróżnić jedną. Skoro już muszę, to wybieram „Kwiat paproci”. Jest to polska bajka, pochodząca z tomu „Bajarka opowiada”, którego autorka jest Maria Niklewiczowa. Moje wydanie niedługo rozpadnie się ze starości, ale i tak zajmuje honorowe miejsce na półce.


4. Klasyka, nieznajomości której wstydzisz się najbardziej?

Wstydzę się nieprzeczytania Diuny Franka Herberta. Ledwo mi to przez klawiaturę przeszło. Najgorsze, że co jakiś czas biorę się do czytania, kiedy coś mi nagle przeszkadza. Ostatnio dokonałam rezerwacji w bibliotece, zadowolona przyszłam po książkę, jak się okazało po to tylko by się dowiedzieć, że oddano ją do naprawy.


6. Ulubiona współczesna powieść bazująca na klasyce?

„Imię wiatru” Patricka Rothfussa, które w mojej opinii oparte jest na wcześniej wspomnianym „Czarnoksiężniku z Archipelagu”. Studiowanie mocy prawdziwych imion, nad wyraz zdolny pyszałkowaty młodzieniec, motyw szkoły magii, podróży i dorastania. Ciśnie mi się na usta słowo „plagiat”, ale zostańmy przy poprawnej politycznie „inspiracji”. Nie mogę się doczekać następnych tomów.

Polecam tez opowiadanie rozgrywające się w świecie goszczącej już na Niebieskim Stoliczku Sagi księżycowej, -"The Little Android".  Marissa Meyer pokonała sama siebie. Nigdy nie spotkałam tak dobrej przeróbki Małej Syrenki. Poryczałam się na końcówce.


7. Ulubiona ekranizacja filmowa?

Nie będę silić się na oryginalność - „Władca pierścieni” J.R.R. Tolkiena.


8. Najgorsza adaptacja klasyki?

Nie wiem, czy mogę już zaliczyć Wiedźmina do klasyki, ale jego adaptację na pewno mogę określić jako koszmar. 


9. Seria wydawnicza, które chciałbyś mieć w swojej kolekcji?

Jestem fanką czytnika, słuchanek i biblioteki, więc nie mam takiej serii.


10. Mało znana klasyka, którą chciałabyś każdemu polecić?

Nie jestem pewna co to znaczy „mało znana”. Może zainteresowałaby was powieść Stasia Lema „Niezwyciężony”? Nie jest tak popularna jak „Solaris” czy zrecenzowany na Niebieskim Stoliczku „Powrót z Gwiazd”, ale moim zdaniem równie dobra. ‘Niezwyciężony” to hybryda literatury fantastyczno - naukowej z elementami powieści sensacyjnej. Klasyczny opis wojny światów ma drugie dno a zakończenie jak zawsze daje w kość ;).

Jaki Wy macie stosunek do klasyki?

Bardzo proszę o udział w krótkiej ankiecie, tylko jedno pytanie:) Znajdziecie je z prawej strony w gadżetach.

PODPIS

10 komentarzy:

  1. „Cierpienia młodego Wertera” to najgorsza książka jaką przeczytałam w życiu. - Mnie też nie przypadły one do gustu (łagodnie mówiąc). ;)
    Moje największe klasyczno-fantastyczne rozczarowanie to „Czarnoksiężnik z Archipelagu”. - Doszłaś do "Grobowców..." czy poprzestałaś na tym tomie? Muszę przyznać, że jestem fanką Ziemiomorza, ale właśnie - Ziemiomorza. Czasem nie pamiętam nawet, czy dane wydarzenie miało miejsce w pierwszym czy w trzecim tomie. ;) Podobnie miewam z innymi seriami, np. z Harrym Potterem. Wracając do "Grobowców...": to był ten moment, w którym się wciągnęłam na dobre, i ta bohaterka, którą pokochałam (bohatera pierwszej części aż tak nie lubiłam).
    Ale wiesz, nie znam aż tylu powieści fantastycznych, co może wpływać na moje opinie. ;) Muszę chyba przeczytać wspomniane „Imię wiatru”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotkanie z Ursulą rozpoczęłam i jednocześnie zakończyłam na "Czarnoksiężniku...". Uznałam, że nie ma powodu aby dalej się męczyć, skoro jedna książka już mi nie podeszła. Sama nie wiem, może jeszcze sięgnę po kontynuację. Pierwsze wrażenie jest dla mnie ważne, więc nie wiem kiedy to nastąpi, ale nie wykluczam.

      "Imię wiatru" koniecznie dopisz sobie do listy, to kawał dobrej literatury fantasy. Myślałam, że już się nie pisze takich książek. ;)

      Usuń
  2. Ha, z "Czarnoksiężnikiem z Archipelagu" mam tak samo. Ta klasyka jest tak ponadczasowa, tak idealnie realizująca schematy z mitologii i psychoanalizy, tak... sterylna, że aż zupełnie wyprana z emocji. Przynajmniej ja nie potrafiłam w żaden sposób utożsamić się z Gedem. Fakt, że "Imię wiatru" ma z "Czarnoksiężnikiem..." wiele wspólnego, ale plagiatem bym go nie nazwała. Fabuła jest podobna, bohater też, ale Rothfuss pisze zupełnie inaczej niż Le Guin: lekko, chwilami dowcipnie, no i całymi garściami czerpie z konwencji romansu, powieści pensjonarskiej i obyczajowej.

    I muszę stanąć w obronie biednego Wertera. To jest cudna książka, tyle że opowiada o czymś zupełnie innym, niż mówi nam się w szkole. Tam nie o nieszczęśliwą miłość chodzi, ale o wrażliwego, uwięzionego w społecznych konwenansach chłopaka, który szuka powodu do samobójstwa, a potem krok po kroku reżyseruje własną śmierć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa interpretacja "Cierpień ...". Faktycznie w szkole tłumaczyli, że wszystkie działania bohatera wynikały z nieszczęśliwej miłości do Lotty. Twoja interpretacja tekstu (przygotowania sceny pod samobójstwo) jest znacznie ciekawsza i ma jakiś potencjał. Co nie zmienia faktu, że każda kolejna przeczytana strona sprawiała mi ból. Chyba się nigdy nie przekonam i nawet nie mam zamiaru próbować po raz drugi. Wolę przeczytać coś nowego.

      Usuń
  3. Wielkie brawo za wybranie polskiej baśni 'Kwiat paproci'. Ja ją też uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogłam się zdecydować, bardzo lubię baśnie i trochę się ich w życiu naczytałam.

      Usuń
  4. Polecam książkę "Ubik" Philipa K. Dicka. Świetna pozycja, dużo lepsza niż rozsławiony "Łowca androidów", czyli w oryginale "Czy androidy śnią o elektrycznych owocach?".
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za polecenie. Książkę mam już na liście;)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Ja wstydzę się najbardziej nieznajomości "Mistrza i Małgorzaty". To jedna z tych powieści, którą czytali nawet ci z moich znajomych, którzy z książkami mają styczność raz na kilkanaście lat. Na pewno kiedyś nadrobię, taką przynajmniej mam nadzieję.

    Może też przeproszę się ze wspomnianym Tolkienem. Spróbowałam w czasach LO i zupełnie mnie nie przekonał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że ludzie sięgają po Władcę pierścieni ze złym nastawieniem. Saga jest świetna, ale brak jej wartkiej akcji i czasem autor przesadza z opisami. Współczesny czytelnicy chce mieć wszystko "teraz zaraz już" i ciężko mu czerpać radość z detali. Myślę, że warto dać drugą szansę;)

      Co do "Mistrza i Małgorzaty" to powiem Ci, że ja tej książki prawie nie pamiętam. Przeczytałam w LO na szybko bo już zaraz kolejna lektura i zabrakło mi czasu na refleksję. Mam zamiar przeczytać to jeszcze raz, tym razem na spokojnie. Moim zdaniem nie masz się czego wstydzić, przeciez jesteś bardzo oczytanym człowiekiem;) Nadrobic jednak wartko, chociażby dla wyrobienia sobie opinii;)

      Usuń