14 lip 2015

Saga księżycowa, Marissa Meyer


Zainspirowana własnym tekstem  Czytamy po angielsku. Część I - Wybór lektury oraz otrzymanymi pod nim komentarzami (za które pięknie dziękuję), postanowiłam podsunąć coś smacznego mało zdecydowanym czytelnikom. Szanowne  Panie,  przedstawiam Wam "The Lunar Chronicles", w kraju nad Odrą znane jako "Saga księżycowa". Dla mężczyzn przygotuję coś innym razem, dzisiaj mamy babski wieczór. Teraz zapinamy grzecznie pasy promu kosmicznego i udajemy się w świat bajek.


Przystanek numer jeden - Cinder.

Kopciuszek to dla mnie najdurniejsza ze wszystkich możliwych bajek. Jedyna postać, w której nie udało się odkryć czarnej strony osobowości, ani nawet lekkiego pazura. Bo owszem, Królewna Śnieżka może wraz z siedmioma gnomami odbić zamek. Czerwony Kapturek może uprawiać namiętny sex z wilkołakiem. Mała Syrenka nie boi się ryzyka, więc jest świetnym materiałem na agenta. Niewiele jednak można zrobić z ładną kuchtą z syndromem ofiary, która marzy tylko, żeby facet wyciągnął ją z domowego bagienka i nawet na imprezę bez wróżki nie pójdzie. Przypadek beznadziejny? Okazuje się, że na przekór zdrowemu rozsądkowi -  nie. Cinder nie jest ofiarą, nie jest nawet w pełni człowiekiem. Nasz kocmołuch jest cyborgiem, a nawet więcej, jest najlepszym w mieście mechanikiem z powodzeniem prowadzącym warsztacik przy ryneczku. Książę z bajki ma z kolei zdezelowanego robota do naprawy. W tle zaserwowano nam groźbę wojny z mieszkańcami księżyca (dawna kolonia Ziemi) i epidemię nieuleczalnego wirusa, więc na wielką miłość nie ma czasu - musi go wystarczyć na rewolucję. 



Nasz Kopciuszek jest cyborgiem,
nawet więcej, jest mechanikiem
  prowadzącym warsztat przy ryneczku.




Przystanek numer dwa - Scarlet.


Prowadzisz spokojne, nieco nudnawe życie, handlując przetworami i warzywami z babcinego gospodarstwa. Niestety  sielankę Twojego istnienia przerywa zniknięcie seniorki.  Wmawiają Ci, że na pewno sama wróci, że w głowie jej się poprzewracało od starczej demencji. Możesz uwierzyć lub też spiąć poślady i rozwikłać zagadkę. Co robisz gdy wychodzą na jaw niewygodne fakty, jak na przykład to, że Twoja ukochana babcia w młodości była pilotem wojskowym? Co jeżeli kosmiczne misje to był  jej chleb powszedni? Czego chcą od starowinki podejrzani żołnierze nazywający się Wilkami? Scarlet nie wie co ma robić, ale nie da się zatrzymać. Czas zarzucić pelerynę na grzbiet i wykonać misję - na ratunek babci!


Przystanek numer trzy - Cress.

Czy Roszpunka musi zawsze tkwić w wieży? Ano nie musi, nasza Cress utknęła na przykład w sztucznym satelicie, krążącym sobie spokojnie wokół Ziemi. Sprzątanie jej nie pociąga, więc z nudów zostaje hakerem. Udaje jej się nawiązać kontakt z Cinder i wspomóc rewolucję. Kto powiedział, że blondynka z włosami do kolan, w dodatku darząca przyjaźnią program komputerowy, nie może spotkać miłości. Cress jest zakochana po czubek warkocza. Swojego wybranka nie widział na żywo, ale nie przeszkadza jej to jakoś specjalnie, od czego jest wyobraźnia?

Ostatnia część cyklu "Winter" ma się ukazać jeszcze w tym roku. Nietrudno zgadnąć, że przyjdzie nam poznać Królewnę Śnieżkę. Obok głównego nurtu na rynku ukazał się osobny tom o losach Złej Królowej. Jest też kilka zgrabnych opowiadań, w sam raz dla naszej praktyki językowej. Przyznam, że czytając "The Little Android" zamieniłam się w wodospad.

Nie da się ukryć, że jest to literatura młodzieżowa. Gwarantuje nam to przyjazny poziom języka. Fabuła jak na sagę przeznaczoną dla młodszego odbiorcy jest niczego sobie. Nie ma tu idiotycznych trójkątów, tępawych bohaterek ani stawiania faceta w pozycji osi wszechświata. Celem jest obalenie rządu, nie poślubienie księcia.

Dlaczego namawiam  do przeczytania po angielsku akurat "Sagi księżycowej" ? Tak się złożyło, że polski wydawca zaniechał   tłumaczenia tuż po drugim tomie. Lament, petycje i darcie szat nie pomogły. Dla nas to wręcz cudownie! W ten oto sposób możemy przeczytać sobie spokojnie po polsku Cinder i Scarlet a na pozostałe części nie będzie zmiłuj. 


Idealne, lekkie czytadło w bajkowym klimacie, w sam raz na wakacje.







5 komentarzy:

  1. Seria jest absolutnie cudowna! Trzecią część przeczytałam jeszcze po polsku (nieoficjalne tłumaczenie), ale czwartą zamierzam poznać w oryginale, bo będzie tego warta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czytałaś opowiadania i książkę uzupełniającą cykl (tom 3.5) - "Fairest"? Jeżeli nie, to warto się zainteresować;)

      Usuń
    2. Jeszcze nie miałam okazji:)

      Usuń
  2. Oj, oj, czy to te książki, które miały takie fajne okładki w polskim wydaniu z lalkami Mariny?
    Zawsze się przy nich zatrzymywałam, żeby popatrzeć na okładkę. Nawet może bym się w końcu skusiła na poczytanie, ale teraz będę uważać skoro wydawca się zbiesił. Skandal. Porzucić w połowie! Piekło wydawców czeka ;)
    Bo w oryginale się chyba nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, też jestem zakochana w tych okładkach. Zresztą Saga księżycowa ma jeszcze inne piękne wydania. Czasami nie wiadomo co zrobić z oczami ;)

      Usuń