24 sie 2015

Córka łupieżcy, Jacek Dukaj

żródło


Jacek Dukaj złamał zasady, tak postępować nie uchodzi. Zgłaszam sprzeciw! Kiepsko napisany utwór nie powinien tak głęboko zapadać w pamięć. Grafomaństwo nie może zostać usprawiedliwione genialnym pomysłem. A upchnięcie historii z dużym potencjałem w 138 stronach to zbrodnia. Szkoda, że Jacek Dukaj tego wszystkiego nie wiedział i napisał „Córkę łupieżcy”. Polejcie mu karniaka!


Dwa słowa o autorze


Jacek Dukaj zadebiutował opowiadaniem „Złota galera”, opublikowanym w 1990 roku na łamach miesięcznika "Fantastyka". Napisał swój pierwszy utwór w wieku 16 lat. Jeden z najsłynniejszych, krótkometrażowych filmów krążących w sieci, powstał w oparciu o jego twórczość. Jeżeli, dziwnym zrządzeniem losu, nie obejrzeliście jeszcze Katedry to warto to nadrobić (najlepiej niezwłocznie). 



O czym jest ta książka?

Witajcie w świecie przyszłości, gdzie najsilniej finansowaną i rozwijaną nauką stała się archeologia. Gdzie śmierć, przestała stanowić czynnik przerywający życie a narodziny niekoniecznie stanowią jego początek. Można za to „urodzić” kartę kredytową.

Zuzanna w prezencie na osiemnaste urodziny otrzymuje klucz. Oczywiście, jak zawsze w takich przypadkach, nie wiadomo do czego. Zostawił go zmarły tajemniczą śmiercią, a w zasadzie zaginiony w akcji, ojca-archeologa . Póki co raczej (nie)oryginalnie. Zuzanna znajduje jednak Miasto i wszystko staje na głowie. Miasto jest cieniem każdego miast zbudowanego przez ludzi i nie ludzi na przestrzeni istnienia naszego świata i poprzednich, źródłem wiedzy technologicznej, arenę walki między bogami i dodatkowo sprytnie poruszającym się statkiem kosmicznym. Miasto, może być drabiną ludzkości na wyższy stopień ewolucji, lub śmiertelną pułapką. Zuzanna próbuje rozwikłać zagadkę śmierci swojego ojca. Mimochodem stara się ogarnąć jakoś swoje życie osobista, które zdążyło się mocno poplątać. Przede wszystkim jednak, desperacko i nie patrząc na konsekwencje, bada Miasta. Zuzanna czuje, że nie jest już sobą, wie że Miasto jakoś ją zmodyfikowało i uzależniło od siebie. Co mam napisać, ma dziewczyna rację!


„Zuzanna Klajn skończyła osiemnaście lat. W dzień swoich urodzin dostała od krewnych i znajomych liczne prezenty, wszakże te trzy, które zapamięta najlepiej, otrzymała przed urodzinami i pochodziły one od osób, które już lub jeszcze nie żyły:
ojca, prababki i Maleny.” 
J. Dukaj



Wady 


  • Wrzucenie czytelnika w sam środek futurystycznego świata przedstawionego, bez jednego słowa wstępu, ostrzeżenia czy wyjaśnienia. Przypomina mi to „Kroniki Czarnej Kompanii”, ten sam rodzaj zagubienia towarzyszy biednemu czytelnikowi, tyle że zamiast strzępów świata autor serwuje nam nadmiar bodźców. Gdybym była mniej zdeterminowana, przestałabym czytać po dwudziestu stronach.
  • Natłok dziwnej, nieznanej i nie wytłumaczonej przez autora terminologii. Kto zgadnie czym jest ipsator? Czasownik  "lśnić" nabrał nowego znaczenia i zdominował większość tekstu.  Generalnie lubię kiedy autor dostosowuje język do epoki, ale tylko wtedy, gdy wprowadza to bez dużej szkody dla płynności czytania. Jest to wykonalne, wystarczy spojrzeć na „Powrót z gwiazd” lub „Kongres Futurologiczny” Stanisława Lema. W „Córce łupieżcy” zabieg ten się nie nie udał.
  • Akcja momentami ciągnie się niemiłosiernie. Rozumiem, ma być refleksyjnie, tajemniczo i tak dalej. Niestety, momentami powieki opadają, ponieważ zwyczajnie nie dzieje się NIC.
  • Słabo naszkicowana postać Zuzanny. Rozumiem, że to nie ona jest głównym bohaterem, ale skoro „napędza” akcję to powinna być wyraźna, mieć jakiś charakter i jasne motywy postępowania. Zamiast tego dostajemy postać „targaną wiatrem”, która niby coś robi, niby coś wyjaśnia a w praktyce jest bardziej obserwatorem wypadków niż bohaterką książki. Nie chodzi o to, że chcę super heroiny walczącej samotnie z systemem. Wystarczyłoby kilka wyraźnych, dynamicznych, cech osobowości



Dlaczego warto przeczytać


  • Portret miasta. Miasto, zepchnęło w książce Dukaja perypetie córki łupieżcy na drugi plan. Kto nie chciałby chodzić ulicami domu bogów? Kto nie pokusiłby się o spacer alejkami pełnymi niezrozumiałej sztuki, obcej kultury i technologii wyprzedzającej naszą o lata świetlne? Niestety Miasto jest też przerażające - zionie pustką. Nie ma tu niczego żywego. Przynajmniej w naszym rozumowaniu tego słowa. Mimo to, jest odpowiedzią na wszystkie niezadane jeszcze pytania.
  • Śmiała teza na temat zniknięcia prastarych cywilizacji, nie tylko tych ziemskich. Dukaj nie na darmo skończył wydział filiozofii. Książka pięknie pokazuje nam ścieżkę ewolucji, którą wybraliśmy. Tak właśnie, wybraliśmy świadomie i ostatecznie. Przyszłość wyznaczoną nie poprzez emocje, ale przez zapis danych. Podobny motyw występuje u Jarosława Grzędowicza w cyklu „Panu Lodowego ogrodu”. Jednakże to, co tam jest tylko nieśmiałym zarysem w „Córce łupieżcy” stało się koncepcją.
  • Duża plastyczność świata przedstawionego. Czytając książkę czułam się trochę jakbym oglądała wystawę malarstwa. Niektóre obrazy wciąż wirują mi w pamięci. Zwłaszcza jeden. Brodaty mężczyzna z małą dziewczynką na ramionach, kroczący  zakazanymi ulicami pod czujnym okiem pięciu księżyców. Niebo jest tam purpurowe. Tata wskazuje córeczce palcem nieludzkich rzeźby, cudaczne domy i pismo rodem z "Archiwum X". Myślę, że on już wie, że Miasto wkrótce rozdzieli go z ukochaną dziewczynką. Nie przestaje go mimo to pożądać.



Reasumując


Nowatorski, całkowicie oryginalny pomysł i wprost rewelacyjny portret miasta. Szkoda, że autor zaserwował nam na wstępie taką sieczkę przeplecioną z bełkotem, bo w przeciwnym wypadku mogłabym bez wyrzutów sumienia polecić tę książkę każdemu, kto tylko się nawinie. Paradoksalnie, pisząc tę recenzję zajrzałam znowu do tekstu, za drugim razem patrzy się na niego o wiele przyjemniej. Nie zrozumcie mnie źle, uważam że zapoznać się warto – dla konkluzji. Niestety, przyjemność z samego czytania, przynajmniej w pierwszej połowie książki, jest raczej względna.



Mieliście już do czynienia z twórczością Jacka Dukaja? Jakie są wasze odczucia?





7 komentarzy:

  1. Jak tylko przeczytam "Lód", wezmę tę książkę pod lupę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również mam ją na swojej liście, to chyba najpopularniejsza książka Dukaja. ;)

      Usuń
  2. Ach, Dukaj. Mój wieczny wyrzut sumienia. Autor, którego po prostu nie jestem w stanie czytać, właśnie ze względu na ten początkowy nadmiar bodźców, natłok terminologii i ogólną niechęć do tłumaczenia czegokolwiek. Zawsze się zastanawiam, czy to kiepski warsztat, czy świetnie zrealizowane, ale niewłaściwe założenia, czy może celowe odstraszanie najmniej ambitnych i cierpliwych czytelników? Mnie w każdym razie odstrasza bardzo skutecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dukaj ma to do siebie, że w zasadzie czytanie go to mozolna praca. Teoretycznie powinien więc, jako autor, zginąć śmiercią w mękach. Tak to się jednak dziwnie plącze, że wszystkie trudy odpłacają się z nawiązką, bo kiedy już wyłania się pełny obraz książki, człowiek siedzi z szeroko otwartymi oczami.

      Usuń
    2. "Perfekcyjna Niedoskonałość" - pierwsze czytanie - trudniejsze od pozycji naukowych do ekonomii. Zakończenie - wynagradza wszystko. Kilkukrotne przeczytanie tej pozycji - sama przyjemność.
      "Inne Pieśni" - Absolut literacki. Pierwsze czytanie oczywiście trudne, ale najważniejsze jest przyzwyczajenie się do stylu książek tego pana i dobre nastawienie. I ambicja. Czytałem wielokrotnie, zawsze zachwyca.
      "Lód" - wspaniały przerost formy i znów niesamowite koncepcje. Popularna, bo kniga ma ponad tysiąc stron, a mało kto ją pewnie czyta, ale ładnie na półce wygląda. Ale wgląda rozmiarami i designem epicko.
      To tak jak z ekstremalna muzyką - na początku zakładasz, że ta forma po prostu jest, nie rozumiesz jej, intrygujesz się nią i próbujesz pojąć. Kiedy zrozumiesz, jest już za późno. Z Dukajem jest podobnie. Niełatwy, ale uzależniający.

      Usuń
  3. Z dukajowych książek kojarzę jedynie "Wronica" i to tak przez mgłę, bo czytałam tę powieść w czasach licealnych, jakoś mnie do tego autora bardzo, ale to bardzo nie ciągnie, chociaż ostatnio robię przymiarki do "Starości aksolotla", bo ebooki lubię, a pomysł i wykonanie wydają się niezwykle intrygujące, zastanawia mnie ewentualny przerost formy nad treścią... Ale oceniać mogę dopieor po przeczytaniu :) Wady przez Ciebie wymienione skutecznie mnie od powieści odstręczają, kurde, jest aż tak... nie wiem, jak to określić, podniośle? Czytelnikiem nie rządzi fabuła, ale nieznany świat, którego nie może poznać, bo skomplikowana narracja na to nie pozwala?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest trudna książka i do tego ciężka. Nie tyle jest podniośle, co panuje atmosfera zagubienia i ogólnego niezrozumienia. Czytelnikiem faktycznie nie rządzi fabuła, niepodzielnie włada świat wykreowany przez autora i MIASTO. Akcje jest tłem.

      Mimo licznych wad, trudno zapomnieć o tej książce. Wręcz zastanawiam się czy by tego jeszcze kiedyś nie przeczytać...

      Usuń