28 paź 2015

Irytująca książka

ambitna książka








Niektóre książki są ambitne irytujące, do głębi i to całkiem naumyślnie.  Pojawia  się  taka  ni  z  gruchy ni z pietruchy i chce naszego zaangażowania. Wymaga, ba, żąda byśmy się do spotkania z nią przygotowali! Nie zadowala jej ukradkowa dziesięciominutowa schadzka, ani szybki numerek w drodze do pracy. Kpi sobie z naszego zaangażowania, bezlitośnie wyśmiewając te dwa kwadransy wieczornej przyjemności, które z trudem wygospodarowaliśmy. 

Oczekuje konkretów i spotkań co najmniej godzinnych. Chce bywać z nami w towarzystwie, w dodatku takim, które będzie jej nadskakiwać i starać się odgadnąć zawiłości jej charakteru. Kompania encyklopedii jest dla niej zbyt banalna, woli bardziej wysublimowaną literaturę fachową. Zmusza nas, byśmy uwiesili się wujaszka Googla - wszystko by zrozumieć jej istotę.

Irytująca książka nie jest egoistką. Każdy zakamarek jej treści warty jest zrozumienia. Bawi nas odkrywanie  tajemnic, tych małych i tych innych. Możemy ją kochać, możemy nienawidzić, bo zapomnieć nam o sobie nie pozwoli.

Już przegraliśmy, ona wie że i tak do niej wrócimy. 

Powyższe wywody to moja krótka refleksja zainspirowana twórczością Jacka Dukaja. Wszystko przez tę przeklętą "Córkę łupieżcy", od niej się zaczęło. Po co mi było się w to pchać. Najwyraźniej jestem masochistką.

Jakie są Wasze ulubione "irytujące" książki? 

PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz