19 lis 2015

bloSilesia 2015 - moje trzy grosze o spotkaniu blogerów



Moje blogowanie nabiera tempa. Do tego stopnia, że zrobiłam kolejny krok – wyszłam do ludzi. We wtorek 17 listopada, stawiłam się w Muzeum Śląskim w Katowicach na spotkaniu blogerów, zorganizowanym przez bloSilesia. Impreza odbyła się pod hasłem "Od zera do vlogera". Więcej szczegółów znajdziecie na stronie organizatorów. Do czego służą takie spotkania i kiedy można je sobie darować? Zapraszam do zapoznania się z moją subiektywną opinią.

Gdzie, co i przede wszystkim, jak?


Jak już wspomniałam konferencja miała miejsce we wtorek 17 listopada w Muzeum Śląskim w Katowicach. Temat przewodni: vlogi. Czyli coś, o czym nie mam bladego pojęcia. Niebieski Stoliczek jest blogiem i takim pozostanie. Forma pisana zawsze będzie dla mnie na pierwszym miejscu. Nie ukrywam jednak, że chętnie bym spróbowała tworzenia krótkich treści video - urozmaicenia są dobre. Może kiedyś znajdę czas, ale na pewno nie w najbliższej przyszłości. Już i tak pisze po kątach.

Czego nie zrobiłam, a zrobić powinnam?



Powinnam wykazać większą inicjatywę w poznawaniu ludzi. Zbyt wiele chwil wahania. Mam poczucie niedosytu. Nie oszukujmy się, konferencje i spotkanie tematyczne służą promocji i nawiązywaniu kontaktów. Ktokolwiek myśli inaczej, myli się. Taka mała uwaga. Czekanie aż ktoś do Was podejdzie mija się z celem. Może tak się stanie a może nie, lepiej wykazać się inicjatywą i przejąć pałeczkę. Pewnie bym się bardziej rozkręciła, gdybym miała czas. Piętnaście minut to niewiele, a dokładnie tyle trwała przerwa. Podeszłam do kilku osób, porozmawiałam chwilę z Kasią Ogórek, która wygłosiła wcześniej referat. Przemiła, bardzo utalentowana osoba, na której blog polecam zajrzeć wszystkim spragnionym DIY. Na spotkanie wybrałam się z Sylwią z bloga Rosaline. Miło dla odmiany spotkać się na żywo;) Ciesze się też, że poznałam Paulę i Radka. Dziękuję Wam za wspólnie spędzony czas. Znalazłoby się jeszcze kilka osób, ale niestety nie mieli wizytówek, więc kontakt przepadł. To prowadzi nas do punktu numer 2.


Wizytówki. Ja swoje zrobiłam sama i były najbrzydsze na świecie. Pewnie dlatego, że ich zaprojektowanie i wydrukowanie zajęło mi 15 min. Tak bywa kiedy czas nagli. Poza tym miałam do dyspozycji tylko zwykły papier a kolorowy tusz oczywiście się skończył. Wszystko dlatego, że w nocy doznałam olśnienia. Ktoś poprosi mnie o adres bloga i co wtedy? Niekoniecznie będzie gdzie go zapisać a nazwy lubią niepostrzeżenie wylatywać z pamięci. Dobrze zrobiłam, mimo że sama patrzyłam na swoje dzieło z politowaniem, to jednak wiem że kilka osób ma na mnie namiary. Wielu blogerów nie miało wizytówek - widziałam że żałowali. Mimo wszystko, mogłam zatroszczyć się o to wcześniej, mam nauczkę na przyszłość.

Mam zastrzeżenia


Pierwsze jest bardzo prozaiczne - oznakowanie. Mała rzecz a cieszy. A w zasadzie mogłaby cieszyć. Budynek Muzeum Śląskiego jest duży i kojarzy mi się z labiryntem. Teoretycznie organizatorzy rozstawiali jakieś tabliczki informacyjne, ale były one bardzo małe i niestety stawiane na ostatnią chwilę. 
Po drugie coś czego nie mogę zrozumieć, czyli przerwy a raczej przerwa. Nie wiadomo dlaczego przewidziano tylko jedną, w dodatku zaledwie 15 minutową. To zdecydowanie zbyt mało, żeby nawiązać nowe kontakty, biorąc pod uwagę że kiedyś trzeba wyskoczyć do toalety. Co prawda zapowiedziano after party, ale dopiero po zakończeniu oficjalnej części spotkania. Biorąc pod uwagę, że trzeba jeszcze iść do szatni a potem przespacerować się do knajpy, robi się z tego godzina 21.00. Trochę kłopotliwe rozwiązanie dla pracujących ludzi spoza Katowic, tym bardziej że imprezę zorganizowano w środku tygodnie. Niestety nie mogłam wziąć udziału.

Co mi się spodobało


Świetna lokalizacja! Muzeum Śląskie udostępniło dużą, komfortową salę z rzutnikiem. Ekspozycje pozostawały dla nas otwarte, więc mogliśmy cieszyć oczy do woli a przerwę spędzić w otoczeniu nowoczesnych grafik. Budynek oferował też bezpłatny parking podziemny, więc obyło się bez paniki pod tytułem: „Gdzie ja tu zaparkuję”. Jeżeli ktoś przybył wcześniej, mógł wypić sobie kawę w klimatycznej muzealnej kafejce.
Dla chętnych zorganizowano bezpłatne,  godzinne zwiedzanie muzeum. Czasu nie wystarczyło na wszystkie sale, ale za to udało się odwiedzić wystawę poświęconą Śląsku. Bardzo ciekawe, nowoczesne ekspozycje. Przypomina mi to Muzeum Powstania Warszawskiego, które tak na marginesie gorąco polecam. Mam zamiar wrócić, żeby obejrzeć całą wystawę. Wtorki są darmowe, trzeba się tylko wcześniej umówić.
Prelegenci. Każdy z nich czymś pozytywnym mnie zaskoczył. Wybrano ludzi, którzy "zjedli" temat a mimo  to wciąż cieszy ich to co robią. Jak już mówiłam filmy to nie moja bajka, ale bardzo się cieszę, że liznęłam tematu.

Pomyślano o wodzie i ciasteczkach. Szkoda, że nie zaoferowano kawy, ale już się nie czepiam.
Możliwość skorzystania ze specjalnych okularów virtual reality. Człowiek opuszcza głowę i odkrywa, że znajduje się w Meksyku w dodatku wisi zawieszony w powietrzu na wysokości kilkudziesięciu metrów. Niesamowite wrażenia, polecam wypróbować jeżeli będziecie mieli okazję.
Spotkanie było całkowicie darmowe. Cieszę się, że polska blogosfera broni się sama i znajdują się sponsorzy, którzy nas wspierają!

Wnioski


To nie jest zabawa dla nieśmiałych ludzi. Trzeba się przemóc lub darować sobie takie wypady bo szkoda czasu. Same wykłady były ciekawe, ale prawda jest taka, że wszystkie informacje można by na upartego znaleźć w sieci. Istotą spotkań jest nawiązywanie kontaktów i współprac blogowych. Podejmowanie z innymi ludźmi inicjatywy. To wymaga dużej otwartości i szybkości reakcji. O ile z tym pierwszym w miarę sobie radzę to z drugim jest już problem.
Nabrałam ochoty na więcej blogowych spotkań. Bardzo ciekawe doświadczenie. Jeżeli na Śląsku w dogodnym terminie pojawi się impreza godna uwagi, bardzo chętnie wezmę Niebieski Stoliczek pod pachę i się wybiorę.

Czy uczestniczycie w zlotach blogowych? Które imprezy najchętniej odwiedzacie?


PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz