13 sty 2016

Dziwne losy Jane Eyre, Charlotte Brontë



Właśnie skończyłam książkę i chyba pierwszy raz od bardzo dawna nie wiem co tu napisać. Klasyka, w dodatku z dziedziny romansu budzi grozę – nie tylko u mężczyzn. Długo wiałam przed nią jak przed gradobiciem. Głupia byłam. Dobrze, że mi przeszło. Jednak po „Emmie” i „Wichrowych Wzgórzach” bałam się, że już nic tu na mnie nie czeka. Inne powieści Jane Austen tylko mniej lub bardziej mnie irytowały, (chociaż „Duma i uprzedzenie” była dobra, po zignorowaniu niektórych wywodów Lizzy). Z przypadku sięgnęłam po „Dziwne losy Jane Eyre” i … przepadłam. Wiem jak żałośnie to brzmi. Znudzona stara, trzydziestoletnia baba (czyli ja ;)), podnieca się płomiennymi wyznaniami miłości i nie daj boże jakąś poetycką papką dworską w wykonaniu omdlewającej, biuściastej pięknotki i przystojnego młodzieńca o mocnej linii szczęki.. Tfu! Nic z tych rzeczy. 


Dwa słowa o autorce


Jedna z trzech sióstr - pisarek. Podobanie jak bohaterka książki, była córką pastora i uczyła się w szkole z internatem gdzie panowały bardzo złe warunki życia.


O czym jest ta książka?



Osierocona, brzydka ale inteligentna dziewczyna przyjmuje posadę nauczycielki w posiadłości Edwarda Fairfaxa Rochestera. Oczywiście zakochuje się w nim, mimo prawie dwudziestoletniej różnicy wieku i pozycji społecznej. Powinno być banalnie, ale nie jest. Mężczyzna okazuje się mieć sporo za uszami, w tym pewien niebezpieczny sekret. W dodatku najprawdopodobniej w starej willi "straszy" a przysłowiowe "trupy" wypadają z każdej szafy. 


Wady książki


  • Nie uniknięto pewnej „kopciuszkowatości”. Na początek dostajemy biedną sierotkę ze złą macochę…eee…wujenką i jej dwiema wrednymi córkami (a na dokładkę jeszcze brutalnym synem) w pakiecie. Pomiatanie, strata majątku. Tajemniczy wujek (dobra wróżka?) z wielką kasą. Nieco to bajkowe, ale na szczęści bohaterkę spotyka po drodze tyle nieciekawych przeżyć, że można to wybaczyć.
  • Jane powinnam znielubić za jej kryształowy charakter. Nie jest to jednak Mery Sue. Życie dało dziewczynie w kość a ona potrafiła wyciągnąć z tego wnioski. Stal wykuwa się przecież w ogniu.


Dlaczego warto przeczytać?


  • Watek romansowy poprowadzony jest rewelacyjnie.  Nie „zjadł” książki. Powinna być tragedia. Czy istnieje coś bardziej oklepanego, niż uczcie starszego doświadczonego bogacza i naiwnej, młodziutkiej guwernantki? Dorzućmy do tego, że to pierwszy mężczyzna jakiego spotyka (nie licząc pastora i kilku nauczycieli ze szkoły) i już powinniśmy się poważnie bać. Jest jednak wręcz przeciwnie. Romans jest obecny, ale nie przytłacza.  Co więcej, autorka tak go ujęła, że jakimś cudem robi się prawdopodobny, co się rzadko zdarza w historiach miłosnych. Bohaterowie mają inne problemy życiowe, nie wzdychają po katach i (zazwyczaj) nie zanudzają czytelnika płomiennymi deklaracjami.
  • Tajemnica. Jedną mieści stara, gotycka posiadłość. Inne należą do jej przewrotnego właściciela, który sporo nabroił za młodu. Wątek trzyma w napięciu i w zasadzie sprawie, że książka jest „jakaś”.
  • Ksiązka mimo pewnej schematyczności (której nabyła dopiero w naszych czasach) jest zaskakująca. Często trudno przewidzieć co się stanie. Nieraz zbierałam szczękę z podłogi.
  • Wątek gotycki. Nie myślę tu bynajmniej o strzelistych oknach (chociaż te też się znajdą). Obłąkańczy śmiech tu, nocna mara tam i krwisty księżyc robią swoje. Niektóre sceny są jak z dreszczowca.
  • Wady głównych bohaterów. Dzieki autorce za to! Nie takie udawane, które można zgrabnie przerobić na zalety, tylko takie prawdziwe. Główni bohaterowie są brzydcy, już samo to jest szokujące i dobrze wróży powieści. W miarę upływu akcji jest coraz lepiej. O ile Jane, jest trochę zbyt kryształowa, to Pan Rchester nadrabia za dwoje. Momentami go nienawidzę i chociaż rozumiem pobudki Jane, to chyba sama bym go pogoniła. W XIX wieku facet mógł robic z kobietą wszystko, ale ona, zwłaszcza jako guwernantka bez majątku, musiała bardzo się pilnować. Cień podejrzenia odnośnie jej prowadzenia się równał się życiu na ulicy w wyklęciu społecznym – egoistyczny facet nawet o tym nie pomyślał. Na szczęście dostał solidną lekcję.
  • Ładne tło historyczno-społeczne. Autorka ma podobne doświadczenia do Jane, więc książka jest bardzo autentyczna.


Reasumując


Uderza mnie, że takich romansów już się nie pisze. Dostajemy jakiś szlam, w stylu „50 twarzy Greya”. Czego ma nas to ma nauczyć, oprócz alternatywnego wykorzystania kajdanek? Nawet nie wiemy co straciliśmy. Smutno mi. Ta książka jest o trudnym życiu i poświęceniu. O wyższości własnego sumienia nad miłością, bo miłość prędzej czy później zgaśnie, tam gdzie któraś ze stron musi poświęcić swoje zasady. Jest o ponoszeniu konsekwencji złych wyborów, żalu i skrusze. Uczy pokory i wiary.

Do „Dziwnych losów Jane Eyre” mam zamiar wrócić, żeby cieszyć się smaczkami, które umknęły mi w ferworze pierwszego czytania. Powiem Wam, że byłabym w stanie z marszu rozpocząć lekturę po raz drugi, ale chcę dać jej okrzepnąć. Sięgnęłam z przypadku i czuję się uwiedziona. 

Jestem na głodzie. Polećcie mi proszę jakieś dobre XIX wieczne brytyjskie powieści.


PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz