31 sty 2016

Kac książkowy



Wstajesz z łóżka. W głowie Ci szumi. Rzucasz niepewne spojrzenie wskazówkom zegara.  Wytężenie wzroku przychodzi  Ci z trudem. Jest już prawie południe. Powinieneś być wyspany. Łatwo zgadnąć, że nie jesteś.  

Najchętniej udawałbyś, że ranek jeszcze nie nadszedł, ale obowiązki wzywają. Niepewnie zwlekasz się z łóżka. Mały włos dzieli Cię od staranowania kubka i  miski po orzeszkach. Co za idiota to tu postawił? Szybko uświadamiasz sobie, że to musiałeś być Ty. Pociągasz łyk wody. Trochę Ci lepiej. Pustka w głowie nie znika. 

Zrezygnowany opadasz na fotel i błądzisz wzrokiem po pomieszczeniu. Pachnąca herbata nieco rozjaśnia Twoje myśli. Widzisz mętnie  wydarzenia poprzedniej nocy. Samotny piątkowy wieczór, deszcz za oknem i ONA.  Długa noc. Kartka za kartką, rozdział do rozdziału, okładka do okładki.  

Dopiero  dwudziesta, możesz czytać dalej, dopiero północ, trochę późno, ale przecież jutro nie trzeba iść do pracy, pierwsza w nocy, trzeba iść spać, ale jeszcze tylko jeden rozdział, trzecia rano, do końca zostało raptem 200 stron nie ma sensu przerywać, czwarta jest już tak późno, (a raczej wcześnie) że nie ma sensu kłaść się spać. Wreszcie epilog i film Ci się urywa.  

Budzi cię promień słońca i telefon. Znów jesteś w fotelu. Wraca do Ciebie to co się stało. Wiesz, że książkowy kac zje Ci dzień. Nie dbasz o to, chociaż brudne naczynia w zlewie patrzą na Ciebie z wyrzutem. Masz łzy w oczach. Zakończenie trylogii „Ostatnie Imperium”  wisi nad Tobą jak cień.

Zdarza Wam się zarwać noc z lekturą? Niestety wybredna się zrobiłam i coraz trudniej mi znaleźć książkę, dla której warto nie spać.

PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz