18 mar 2016

Blogowe pogaduchy, czyli Dzień Kobiet w Rybniku



Nie mam szczęścia do spotkań blogowych. Nie mam i już. Z pięciu, w których bardzo chciałam wziąć udział, udało mi się dotrzeć zaledwie na dwa. Choroba, wyjazd wakacyjny, gwóźdź w oponie - powody można mnożyć. Mam nadzieję, że to nie klątwa i uda mi się wreszcie spotkać z ekipą z Kopalni Śląskich Blogerów i Śląskimi Blogerami Książkowymi – w obu tych grupach jestem niestety tylko duchem. 
 
Koniec smętów. Dotarłam szczęśliwie na BloSilesia, moją relację możecie przeczytać tutaj i ostatnio właśnie na Blogowy Dzień Kobiet. Czy było warto? Zapraszam na krótką relację.

Gdzie, co i przede wszystkim, jak?
Spotkanie zostało zorganizowane przez Agnieszkę i Kamilę. Miało ono charakter zamknięty, od początku przewidziane zostało zaledwie 12 miejsc. Nie ukrywam, że poczułam się wyróżniona, kiedy mnie „wybrano”. Trochę szkoda, że nie każdy mógł przyjść (więcej ludzi - więcej kontaktów), ale rozumiem dziewczyny – trudno zorganizować imprezę nie znając liczby gości. Blogerki wybrano stawiając na jak największą różnorodność, tak więc znalazły się właścicielki stron o kosmetykach, modzie, wnętrzach, rodzielstwie i oczywiście lifestyleowe. Mój blog był chyba jedynym książkowym.

Spotkanie odbyło 12 marca o godzinie piętnastej w Cafe Bosco w Rybniku. Składka wyniosła 15 zł, co moim zdaniem było ok, kwota pokryła koszty toreb na prezenty (o tym później), kwiatów, ciastek itd. Ewentualna nadwyżka miała zostać wpłacona na cele charytatywne.


Zdjęcia wykonane przez Kamilę. Dziękuję za możliwość udostępnienia.

Co mi się spodobało
  • Miejsce spotkania. Cafe Bosco to klimatyczna kawiarnia w której można wypić pyszną kawę. Organizatorki zadbały o rezerwację, osobne pomieszczenie na piętrze kawiarni i duży stół.
  • Winietki. W dodatku śliczne. Zaoszczędziło to nam chaosu i przepychanek po dotarciu na miejsce spotkania.
  • Prezenty. Spotkanie było sponsorowane. Wróciłam do domu z dwiema wielgachnymi, wypchanymi torbami i trzema prześlicznymi różami. Co prawda nie znalazłam tam książek, ale nie samą lekturą bloger żyje... ;) Dobrze, że przyjechałam samochodem. ;) Dobroci widzicie na zdjęciach.:)
  • Pokaz makijażu. Tak, tak, Dzień Kobiet pełną parą a dobry makijaż jest niewątpliwie wizytówką pań. Bardzo mi się spodobała ta część spotkania. Rezultat pracy Marty był świetny, szkoda ze zdjęcia tego nie oddają. Makijaż rozświetlający podobno jest hitem tej wiosny – chyba czas się zainteresować. ;)
  • Sprawnie działające wydarzenie na Facebooku. Nie było problemu z uzyskaniem informacji, telefonów do organizatorek, ani porad dotyczących autobusu czy pociągu. Można też było wybrać sobie odcień próbki kremu, czy też dokonać wyboru między kolczykami a bransoletką. Duże brawa za zaangażowanie! Pojawiła się nawet informacja o niemożliwości płacenia kartą w lokalu.
  • Regulamin spotkania. Odzywa się we mnie umysł ścisły, ale lubię kiedy zasady są podane „kawę na ławę”, nawet jeżeli to "tylko" w spotkanie blogerek. Nie uniknięto wszystkich nieporozumień, ale nigdy nie jest idealnie. Tak na marginesie, zapisując się na spotkanie sponsorowane, upewnijcie się, czy organizatorzy „w domyśle” nie uznają, że chętnie wrzucicie na swojego bloga o dajmy na to szermierce, recenzję dzbanka czy kremu do twarzy.











Mam zastrzeżenia
  • Kawiarnia jest umiejscowiona w bocznej, kiepsko oznaczonej (nawet przez google map) uliczce, w rezultacie dotarcie do niej sprawiało kłopot. Wystarczyłoby postarać się o jakiś transparent czy inny inną strzałkę z napisem „Spotkanie blogerek” przed wejściem w uliczkę i problem by zniknął. Na szczęście kawiarnia leży bardzo blisko rynku, więc nie trzeba było błądzić w jakiejś podejrzanej okolicy. Bliskość dwóch galerii handlowych rozwiązała (ewentualny) problem z parkowaniem.
  • Warunki fotograficzne. Kawiarnia okazała się bardzo kiepsko oświetlonym miejscem, w rezultacie o ładnych zdjęciach można było zapomnieć.
  • Niestety najsłabszą stroną okazała się integracja. Po zdjęciu kurtek i zamówieniu dobroci w zasadzie nikt nie wiedział co dalej. Brak oficjalnego przywitania o godzinie rozpoczynającej spotkanie. Nie poproszono nawet o przedstawienie się i powiedzenie kilku słów o sobie/blogu. Nic na przełamanie lodów. Żadnej próby poprowadzenia rozmowy. Takie rzeczy można zrobić całkiem sprytnie. Może jakaś gra/zabawa w stylu tych, które stosuje się na imprezach, żeby przełamać drętwą atmosferę tylko dostosowana do tematu spotkania? 

Wnioski

Spędziłam miły sympatyczny wieczór przy pysznej kawie i mam nadzieję, że uda mi się jeszcze spotkać z dziewczynami. Tutaj pozdrowienia dla Sylwii z bloga Rosaline i Sylwii z bloga Matczysko. ;)

Dobrze się bawiłam, mimo uczucia niedosytu. Skąd owy niedosyt? Przychodząc na spotkanie blogowe oczekuje się czegoś innego. To nie ma być kawa z koleżanką, ani pogaduchy o życiu. Cieszę się, że miałam stosunkowo blisko, bo gdybym taszczyła swoje cztery litery przez pół Polski, żeby się pojawić, poczułabym się trochę rozczarowana. Spotkanie powinno zaowocować nawiązaniem kontaktów blogowych, wymianą doświadczeń i pomysłów na rozwój. Trudno to osiągnąć w trzy godziny bez pomocy z „góry”, nawet będąc otwartym na ludzi człowiekiem. 

Ogólnie cieszę się, że mogłam wziąć udział w spotkaniu, miło spędziłam czas i bardzo dziękuję organizatorkom za zaproszenie. ;)

Ktoś jeszcze organizuje coś w okolicach Rybnika lub Gliwic?

PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz