28 mar 2016

Dzwon Islandii, Halldór Laxness



Mamy marzec (w zasadzie jego koniec) a ja stawiam się z kolejną przeczytaną pozycją do odhaczenia w moim tegorocznym wyzwaniu książkowym. Islandzkie czytanki idą mi dobrze, gorzej z wrzucaniem tekstów na bloga. Zauważyliście pewnie, że ilość  tekstów gwałtownie spadła. Ostatnio moje życie stanęło na głowie, pewnie niedługo napisze o tym coś więcej. Póki co, kładziemy na Niebieskim Stoliczku "Dzwon Islandii". Książkę udało mi się zdobyć stosunkowo łatwo, wystarczyła wizyta w bibliotece. Przyznam, że bardzo się obawiałam tej lektury, utwory historyczne potrafią być trudne lub co gorsze - nużące. Po skrajnie przerażający pierwszym rozdziale okazało się, że wcale nie jest tak strasznie a momentami nawet zabawnie :)



Dwa słowa o autorze



Laxness napisał 51 powieści. W 1955 otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Wyznawca socjalizmu i komunizmu. Jest jedynym islandzkim Noblistą w dziedzinie literatury. Miejscowi mają małą obsesję na jego punkcie, obrazić go to tak jak uznać, że nasz Mickiewicz nawalił (albo i gorzej).






O czym jest ta książka?



Dzwon Islandii jest trylogią, w której skład wchodzą następujące tomy:


  • Dzwon Islandii (Íslandsklukkan 1943) 
  • Jasna dziewczyna (Hið ljósa man 1944) 
  • Pożar Kopenhagi (Eldur í Kaupinhafn 1946) 


Poszczególne książki stanowią całość, ale akcja każdej z nich skupia się wokół innego bohatera - tak przeczytałam wszystkie.;) Islandia stanowi własność krony Duńskiej i delikatnie mówiąc, wszyscy mają los jej mieszkańców w pupie. Z rozkazu króla z budynku sądu w Thingvellir, zostaje zrabowany zabrany i wywieziony do Danii dzwon - symbol potęgi wyspy. To wydarzenie pięknie obrazuje "subtelność", z jaką królowie duńscy w XVII i XVIII wieku traktowali Islandię. Tu też zaczyna się nasza historia.

Akcja pierwszej powieści kręci się wokół losów Jona Hreggvidsona, biedaka, oskarżonego o zabójstwo Duńczyka - "złodzieja" dzwonu a także kradzież sznura do wędki i kilka innych pomniejszych zbrodni. Tak na marginesie sprawa morderstwa mocno szemrana i suto zakropiona wódką. Od brutalnej śmierci, z sobie tylko znanych powodów, uwalnia Jona Snæfríður Íslandssól, prześliczna córka islandzkiego dostojnika zwana „Słońcem Islandii”. W zamian prosi go o przysługę. Od teraz ich los zostaje na zawsze związany, chociaż nie zdają sobie jeszcze sprawy z tego jak bardzo (Jeżeli podejrzewacie tu jakąś romantyczna relację – jesteście w błędzie).




Thingvellir, stąd zrabowano tytułowy "Dzwonu Islandii". Ciesze się, że mogłam odwiedzić to miejsce ;)




Drugi tom przenosi nas kilkanaście lat później. Na pierwszy plan wysuwa się wspomniana wcześniej Snæfríður, obecnie żona Magnusa, pijaczyny i łajdaka o szlacheckich korzeniach. Na Islandię wraca dawny kochanek dziewczyny Arnæus (postać wzorowana na Árnim Magnússonie). Kiedyś zbierał sagi a w zasadzie ich strzępy. Teraz pełni rolę wysłannika duńskiego króla - ma zbadać nieprawidłowości sądowe czyli wysadzić z siodła nieuczciwych urzędników.


W trzecim tomie Laxness serwuje nam historię Arnas Arnæus, przebywającego na stałe w Kopenhadze. Mężczyzna traci wpływy na dworze i popada w niełaskę nowego króla. Generalnie niewesoło się facetowi wiedzie.



Wady książki




  • Kwiecisty sagowy język. Książka z założenia miała przypominać sagę i cel został osiągnięty. Jednakże mnie sposób wypowiedzi bohaterów trochę przeszkadzał, zwłaszcza na początku. Po jakimś czasie przestało mnie to denerwować, ale zachwytu nie wzbudziło.
  • Pierwsze rozdziały książki są na tyle nudne i chaotyczne, że gdyby nie moje wyzwanie, chyba dałabym sobie spokój. Nie wiadomo o co chodzi, nie wiadomo co się dzieje i dlaczego, a na dokładkę jeszcze wspomniany wyżej styl pisania. Ciężko było.




Dlaczego warto przeczytać?





  • Wielowymiarowy obraz społeczeństwa islandzkiego. Poznajemy realia w których musi egzystować (to chyba najodpowiedniejsze słowo) islandzki chłop, żebrak, szlachcic, klecha a nawet majętny emigrant na usługach króla.

  • Laxness pięknie pokazał, jak mieszkańcy sąsiednich krajów, zwłaszcza Duńczycy, traktują Islandczyków. Czyli bez szacunku i jak bandę zapijaczonych darmozjadów. Baa... był na tyle odważny, że napisał nawet jak Islandczycy traktują sami siebie, czyli niewiele lepiej. 
  • Humor. Pojawia się systematycznie, zwłaszcza we fragmentach poświęconych Jonowi, ale też w wypowiedziach Snæfríður. Ma sodko - gorzki smak, ale jest zdecydowanie wyczuwalny, zwłaszcza w dialogach. czasem nie wiadomo czy się śmiać czy płakać.
  • Tło historyczne. Zawsze to pięknie, kiedy książka nie tylko bawi czy wzrusza, ale i uczy.
  • Bohaterowie. Autor nie owija w bawełnę, oni są  prawdziwi, mimo kwiecistej otoczki. Mają więcej wad niż zalet i niewiele radości w życiu. Na szczęście Lexness obdarzył ich też twardymi tyłkami i silną wolą życia.



Reasumując



Pozycja obowiązkowa dla każdego fana Islandii. Niestety kogoś niezafascynowanego wyspą lub chociażby "zaliczeniem" kolejnego Noblisty może znużyć. Czujcie się ostrzeżeni. Trylogia pięknie pokazuje stosunki panujące na wyspie oraz jej żałosny obraz za granicą. Wielu ludzi jest wręcz święcie przekonanych, że na Islandii znajduje się piekło – trudno się temu dziwić. Tak na marginesie i z własnych doświadczeń. Islandia może też być rajem. Wrzucam Wam zdjęcie ze swojej podróży do Islandii dokładnie z Thingvellir, skąd zrabowano dzwon i gdzie zapadały wyroki :) Cieszę się, że mogłam je zobaczyć i że "Dzwon Islandii" zawędrował w moje ręce!

Wpadły Wam ostatnio w ręce jakieś dobre książki historyczne?








PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz