5 lip 2016

Kobiety, Steinar Bragi



Nie jest tajemnicą, że do thrillerów i kryminałów podchodzę jak do jeża - chcę się zaprzyjaźnić, ale wiem że się pokaleczę. Moje tegoroczne wyzwanie, Islandzkie czytanki sugeruje mi kolejną próbę nawiązania kontaktu, stąd na Niebieskim Stoliczku gościmy dzisiaj "Kobiety" autorstwa Steinar Bragi. Okładka jest cudowna. Obudziła  wspomnienia o mojej własnej podróży po wyspie. ;) Co jednak z zawartością? Nie ukrywam, że książka jest dziwna i ta recenzja stanowi dla mnie wyzwanie.



Dwa słowa o autorze



Steinar Bragi to współczesny islandzki poeta i prozaik. Jego opowiadanie pod tytułem „Niebo nad Ţingvellir” zostało zamieszczone w antologii Best European Fiction 2010. Powieść "Kobiety" to jak do tej pory najbardziej docenione "dziecko" autora. Zapewniło mu nominację do prestiżowej Nagrody Literackiej Rady Nordyckiej, a także powszechną nagonkę i "złe spojrzenie" tłumu. Wszystko w myśl zasady, nie ważne co o Tobie mówią, ważne żeby to robili. ;)







O czym jest ta książka?


Eva, kobieta z bałaganem w życiorysie, powraca z U.S.A. do ojczyzny w pogoni za mężczyzną, który chce w Islandii rozpocząć nowe życie - bez niej. Celem zaoszczędzenia kilku groszy radośnie przyjmuje (śmierdzącą na kilometr) propozycję zamieszkania w ekskluzywnym apartamencie w centrum Rejkjaviku w zamian za podlewanie kwiatków i karmienie kota. Tam, między jednym kieliszkiem a drugim, snuje fantazje, jak by tu reanimować związek z Hrafnem. Oczywiście konsekwentnie ignoruje podejrzane zachowanie sąsiadów, makabryczną historię mieszkania a nawet fakt, że nigdzie nie ma rzeczonego zwierzaka ani roślinek, którymi miałaby się opiekować. Zresztą, kto by sobie zawracał głowę takimi szczegółami... 






Wady książki



  • Wszechogarniająca, przerysowana atmosfera beznadziei. Jest to widoczne zwłaszcza w pierwszej części. Eva jest postacią tak nieszczęśliwą i samotną (można powiedzieć żałosną), że jej nastrój się udziela. Zabieg celowy, ale trudno to przetrzymać, zwłaszcza na początku. 
  • Autor nie szczędzi nam swoich szowinistycznych przesłanek. Kobiety, poprzez pryzmat Evy (podejrzewam że imię nieprzypadkowe) ukazane zostały jako desperatki, kaleki życiowe i generalnie główny problem tego świata. Zło trzeba wszak naprostować i ukarać. Czy w takim razie morderca jest rycerzem na białym koniu? Ciekawie zbiegło się to w czasie. Publikacja książki nastąpiła w chwili, w której na czele kraju stanęła kobieta (do tego lesbijka). Krytyka rządu w tradycyjnym stylu, czyli "baby do garów".



Dlaczego warto przeczytać?



  • Ciekawie poprowadzony wątek sensacyjny, zwłaszcza w drugiej część książki. Mam wrażenie, że z "Kobiet" wyszedłby całkiem zgrabny film. Może nie na miarę Oscara, ale na pewno charakterystyczny. Akcja trzyma w napięciu i czytelnik, mimo że gdzieś w środku wie, że sytuacja jest przegrana, łapie się na tym, że zaczyna kibicować bohaterce. 
  • Symbolika. Uwielbiam to w książkach. Liczne nawiązania do maski, motyw oceanu, deszczu i cała gama innych pretekstów do zatracenia się. 
  • Smaczki Islandzkie. Bohaterka robi zakupy w Bonusie, spaceruje rzeczywistymi ulicami miasta. Pięknie pokazano surowy, minimalistyczny klimat rządzący wyspą. 
  • Islandia w oczach głównej bohaterki to największe zadupie na świecie. Nic się tu nie dzieje i najlepiej wiać jak najprędzej z powrotem do raju (czyli do U.S.A). Dlaczego umieściłam to w pozytywach? Bo chociaż taki obraz wywołał oburzenie miejscowych, to mnie wydaje się autentyczny. Islandia to fascynujące, ale trudne miejsce do życia. Nie ma tam modnych kawiarni, dyskotek ani nawet McDonalda. Brakuje perspektyw zawodowych, chyba że ktoś zadowoli się byle jaką pracą, która jednak pozwoli godnie się utrzymać. Jest za to dzika nieokiełznana przyroda - dlatego definitywnie tam wrócę.
  • Seria zabiegów literackich, zmuszająca czytelnika do zastanowienia się czy to jeszcze rzeczywistość, czy już jakiś senny koszmar. Im dalej w las książkę, tym większe poczucie odrealnienia.


Reasumując



Uważam że "Kobiety" to ciekawa pozycja dla fanów thrillerów, którym nie straszne smętne meandry duszy ludzkiej i pogmatwana sztuka, zamieniająca okazjonalnie rzeczywistość w fikcję. Na zagrychę zaserwowano standardowo psychopatę, serię zgonów i zagadkę. Czujcie się ostrzeżeni - książka jest dziwna. Mamy tu zakamuflowany traktat o istocie zła, co bardzo przypomina mi "Dzwon Islandii" Lexnessa, wraz z wysuniętą tam teorią, że na wyspie znajduje się wejście do piekła. Lektura na pewno nie dla każdego. Ja po raz kolejny przekonałam się, że to nie jest gatunek dla mnie - mimo to cieszę się z jej przeczytania. "Kobiety" ujęły mnie klimatem mrocznej, samotnej i smutnej Islandii, samą akcję zostawiłam gdzieś w tyle.  Mam mieszane uczucia, ale mimo to polecam poszukiwaczom nowych wrażeń.

Zachęcam do zerknięcia na listę recenzji napisanych w ramach Islandzkich czytanek. ;)

Wpadły Wam ostatnio w ręce jakieś dobre kryminały?










PODPIS

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz