30 sie 2016

Elantris, Brandon Sanderson




Brandon Sanderson jest moim zeszłorocznym odkryciem. Zarwałam z trylogią (tak wiem powstały już kolejne tomy) Ostatnie Imperium dwie nocy, co mi się już praktycznie nie zdarza – kobieta pracująca jestem. Niestety autor ma irytująca tendencję do rozpoczynania serii, a następnie jej porzucania na czas nieokreślony. Martin oduczył mnie czytanie dzieł niedokończonych, więc na długo musiałam obejść się smakiem. Na szczęście niedawno ktoś uświadomił mi, że istnieje jeszcze jedna kompletna seria, a w zasadzie pojedyncza książka „Elantris” – debiut pisarza.  Co prawda miała pojawić się kontynuacja i zakończenie delikatnie to sugeruje, ale można tę opowieść spokojnie potraktować jako zamkniętą. Niedawno wydano w Polsce "Duszę cesarza", która podobno stanowi tom 1,5 tej historii, ale odnoszę wrażenie, że więcej w tym luźno powiązanego opowiadania niż czegokolwiek innego. Gotowi? Wrzucam cieplutką, pachnącą recenzję.


Dwa słowa o autorze


Brandon Sanderson został wybrany przez żonę zmarłego Roberta Jordana, aby dokończył ostatni tom kultowego cyklu fantasy „Koło Czasu”. Z powodu ogromnej ilości materiału przygotowanego przez Jordana książka została opublikowana w trzech częściach.


O czym jest ta książka?


Elantris – miasto zgnilizny, brudu i siedziba zdetronizowanych bogów. Typowy Elantrianin nie ma włosów, jego skórę pokrywają plamy a serce nie bije. Te drobne niedogodności nie przeszkadzają mu jednak w odczuwaniu bólu. Miasto trędowatych i wyklętych systematycznie zbiera swoje żniwo, sięgając po kolejnych mieszkańców królestwa Arelonu. Tajemnicza siła Shaod kiedyś przemieniała człowieka w boga, dziesięć lat temu coś jednak mocno nawaliło i teraz, zamiast boskiej mocy, wybrańcy otrzymują w prezencie potępienie. Oczywiście zdrowi ludzi reagują w jedyny słuszny sposób – wrzucają delikwenta do Elantris w pogrzebowej szacie i zatrzaskują bramę. Nawet jeżeli zakażony ma pecha być księciem krwi. 

Księżniczka Sarene z Ted ma zawrzeć polityczne małżeństwo z księciem korony Raodenem. Dowiaduje się jednak, że jej narzeczony nie żyje, a ona uważana jest za wdowę po nim. Kontrakt zaręczynowy ma klauzurę stwierdzającą, że w wypadku śmierci jednego z narzeczonych małżeństwo uważa się za zawarte. Zarówno Teod, jak i Arelon są pod presją zagrożenia ze strony mocarstwa fanatyków religijnych z Fjordell. Sarene postanawia spożytkować swoje niewesołe położenie, aby zniweczyć machinacje Hrathena, fjordelskiego kapłana, który przybył do Arelonu, aby go podbić nawrócić i podporządkować .

Wady książki


  • Fragmenty pisane z perspektywy kapłana trochę mi się dłużyły. Niby fajnie, ale mimo wszystko mogło być ich mniej. Tymczasem autor poszedł w zaparte i zafundował nam niezmienną kolejność narracji, mimo że sytuacja tego nie wymagała.
  • Książka zostawia poczucie niedosytu. Wiele wątków można by jeszcze rozwinąć i pewnie taki był pierwotny zamysł. Tymczasem autor milczy.



Dlaczego warto przeczytać?


  • Świeży pomysł i nieschematyczność. To niesamowite biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z debiutem - w wypadku Sandersona łatwo zapomnieć.
  • Zaskakujące zwroty akcji. Tak jest, autorowi udało się mnie podejść i to więcej niż raz. Chwała mu za to, bo ostatnimi czasy takie sytuacje należą do rzadkości.
  • Bohaterowie, których da się lubić. Książka jest w dużej mierze o miłości dwóch osób z rodzin królewskich. Łatwo tu o banał a tymczasem główna  bohaterka nie jest piękna, brak jej kobiecej intuicji i generalnie może irytować. Z facetem już gorzej, ale na szczęście autor nie przesłodził.
  • Szeroko pojęta lekkość powieści. Nie chodzi tu bynajmniej o ilość stron, bo tych „Elantris” ma całkiem sporo. Styl pisania sprawia, że przez książkę się w zasadzie płynie.
  • Mnogość narracji. Dzięki niej można obserwować akcję z kilku różnych perspektyw. Autor udzielił głosu Sarenie, Raodenowi oraz kapłanowi. Dzięki temu czytelnik ma bezpośredni wgląd w większość wydarzeń.



Reasumując


Jednym słowem bardzo udany debiut. Polecam „Elantris” czytelnikom spragnionym lekkiej, nieco romantycznej książki. Znajdzie się tu kilka wątków, które mam wrażenie doczekały się rozwinięcia w cyklu Ostatnie Imperium. To fantastyka na naprawdę fajnym poziomie, zachwycająca świeżością pomysłu i pięknie wykreowanym światem. Szkoda że już to przeczytałam, bo chętnie zrobiłabym to ponownie. Może za kilka lat wrócę.

Macie jakieś doświadczenia z twórczością B. Sandersona?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz