5 sie 2016

Historia błękitnej planety, Andri Snær Magnasona






A więc doszło i do tego. Na Niebieski Stoliczek zawędrowała pierwsza książka dla dzieci. Przybyła wprost z Krainy lodu (tej prawdziwej), co oznacza, że zasili szeregi Islandzkich czytanek. Może trochę na wyrost, skoro to pozycja dla ucznia podstawówki (moim zdaniem grupa docelowa to 7-10 lat), ale nie czepiajmy się szczegółów. Jakiś czas temu zrecenzowałam zbiór baśni ÍSLENSK ÆVINTÝRI, tym razem mam dla Was coś całkiem innego.


Dwa słowa o autorze



Andri Snær Magnason to islandzki pisarz, wielokrotnie nagradzany i doceniany - nie tylko za książki dla dzieci. Jest znany ze swojej aktywnej postawy w walce przeciwko niszczeniu przyrody na wyspie. Jego zbioru esejów, poruszających problemy ekologiczne Islandii „Dreamland. A Self-Help Guide for a Frightened Nation” cieszy się niesłabnąca popularnością. Szkoda, że nie przetłumaczono go na język polski, ale być może skuszę się na wersję angielską.




O czym jest ta książka?



Gdzieś na zadupiu kosmosu istnieje sobie Błękitna planeta. Statki kosmiczne, z niewiadomych powodów, omijają ją szerokim łukiem a jej obywatele  nigdy nie dorastają. Czas upływa im na zabawie, polowaniach i wyczekiwaniu na coroczny przelot motyli. Innymi słowy - sielanka. Do czasu. Na planecie pojawia się Czaruś - oficjalnie akwizytor i sprzedawca odkurzaczy. Szybko okazuje się, że handluje nie tylko sprzętem AGD. Za drobną opłatą "Tylko kropelka Waszej młodości"  sprawia, że dzieci mogą latać. Teraz nie interesuje ich już nic innego. Chcą by słońce nigdy nie zachodziło. Nie życzą sobie chmur i deszczu. Nie chcą tracić czasu nawet na mycie. Czaruś spełnia ich życzenia, a nawet wchodzi w rolę wodzireja, ale żąda zapłaty – kolejnych kropli niewinności. Stopniowo dzieci tracą coraz więcej, ale tego nie dostrzegają. Nie mogą się już przytulać bo ich ciała są pokryte zrobionym z tęczy i wodospadu teflonem (dzięki temu nie trzeba się myć), zamiast przyjaźni pojawia się rywalizacja i nikt nie cieszy się już  z drobiazgów.

Brimir i jego przyjaciółka Hulda na skutek niefortunnego lotu trafiają na drugą półkulę planety. Tam dopiero poznają, jaki jest ukryty koszt ich  życzeń. Znaleźli się w krainie wiecznej nocy i potworów - co więcej sami stali się najgroźniejszymi z drapieżników. Tu również żyją dzikie dzieci - chude i wygłodzone z braku światła. Zrozumienie własnych błędów i poniesienie odpowiedzialności za swoje czyny będzie trudną i wcale nie tak oczywistą decyzją.





Wady książki




  • Brak poszanowania zasad fizyki. Czepiam się, ale razi mnie teza, że słońce krąży wokół planety, a na tym założeniu opiera się cała historia. Tak wiem, to tylko bajka. Jednak podczas czytania nie mogłam pozbyć się wrażenia, że Lem wymyśliłby to lepiej i jeszcze dodatkowo wyedukował dzieciaki z podstaw astronomii.
  • Można by dyskutować z wizją raju autora (planeta przed przybyciem Czarusia). Każdy robi co mu się żywnie podoba, nie ma obowiązków ani zasad, bo w końcu dzieci nie podlegają żadnym prawom. Wystarczy im to co mają, ale jednocześnie nikomu nie przeszkadza pewne zdziczenie i czasem brutalność. Pamiętajmy, że kosmiczny sprzedawca nie zrobił nikomu prania mózgu - on tylko podsycił już palący się płomień.







Dlaczego warto przeczytać?




  • Gustowne wydanie. Okładka jest twarda, papier gruby i błyszczący, ilustracje ciekawe a zróżnicowane czcionki i grafiki tworzą świetny klimat. Miło trzymać coś takiego na półce.
  • Wartość edukacyjna w zakresie ekologii. Książka uczy, że w ekosystemie wszytko ma swoje konsekwencje, czyli np. jeżeli na jednej półkuli nieustannie świeci słońce, to na drugiej panuje ciemność. Jeżeli gdzieś występuje upal, to w innym miejscu musi padać. Można doszukać się całkiem sporo takich zagadnień. 
  • Aktualne problemy podane w przystępnej dla dzieci formie.  Pojawia się między innymi: wyścig szczurów, rozszalały konsumpcjonizm, wady demokracji i manipulacja polityczna (!), przemoc ekonomiczna, ogłupiająca moc reklamy a także (a może przede wszystkim) brak poszanowania dla środowiska naturalnego. Poruszono nawet kwestię wypowiedzenia wojny pod pozorami obrony koniecznej. Samo życie w bajkowych kolorkach. Ciesze się, że powstają jeszcze książki, które nie traktują dzieci jak niedorozwiniętych, niemyślących idiotów.
  • Wielopoziomowość interpretacji. Ta książka ma warstwy (tak jak ogry:)). Na zewnątrz widzimy historię dwójki dzieci, które pogubiły się w życiu. Troszkę głębiej dostrzegamy ideę społeczeństwa niepotrafiącego myśleć samodzielnie i zmanipulowanego przez silną jednostkę. Jeszcze dalej odnajdujemy konflikt etyczny własne szczęście czy cudze? Doszukałam się nawet nawiązań do chrześcijaństwa i motywu poświęcenia jednostki za "grzeszną" społeczność.
  • Fajny morał, nie tylko dla dzieci. Trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów - nawet jeżeli naprawienie błędów wymaga ofiary. Nie wolno poddać się presji tłumu. Trzeba dbać o przyjaźń i potrafić cieszyć się z małych rzeczy takich jak parada motyli :)
  • Nawiązania do klasyki literatury. Podczas czytanie nie mogłam się opędzić od skojarzeń z "Władcą much" Goldinga i historii o "Piotrusiu Panie" (no wiecie marzenie o lataniu i napęd na pył, tym razem motyli). Od czasu do czasu przemknęły mi też przez głowę "Dzienniki gwiazdowe". Miłośnicy smaczków, będą zadowoleni.








Reasumując



Przeczytałam to co napisałam i doszłam do wniosku, że wyszedł mi hymn pochwalny. Trudno, czasem zdarzają się dobre książki i trzeba się z tym pogodzić. Historia doczekała się w Polsce swojej odsłony na scenie! Pisałam Wam, że uwielbiam teatr? Prapremiera miała miejsce w 2014 roku w gdańskim Teatrze Miniatura - chętnie bym się wybrała! 

"Historia błękitnej planety" to inteligentnie napisana książka dla dzieci (i rodziców). Na pewno przeczytam ją swojemu maluchowi, kiedy już pojawi się na świecie i będę go mogła bezkarnie zamęczać bajkami. ;)

Co myślicie o tym, żeby na blogu co jakiś czas pojawiały się recenzje książek dla maluchów?













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz