3 lut 2017

Gałęziste, Artur Urbanowicz


Walentynki zbliżają się nieuchronnie - jak dla mnie to idealny moment na horror. Tak więc, w romantycznym towarzystwie syropu na kaszel, zdaję Wam relację ze świeżo przeczytanej powieści Artura Urbanowicza. "Gałęziste" to pierwsza książka autora, a ja debiuty zjadam na śniadanie i zapijam kawą. Nie ukrywam, że mam do nich pewną słabość, ostatecznie kto nie lubi kota w worku?  


Dwa słowa o autorze


Lokalny patriota zakochany w swoim regionie - Suwalszczyźnie. W chwilach wolnych od pisania matematyk, informatyk i wykładowca na Uniwersytecie Gdańskim. 


O czym jest ta książka?




Para studentów, Karolina i Tomek wyjeżdża z Warszawy na Suwalszczyznę, aby odpocząć i podreperować co nieco w swoim związku. Jak to czasem bywa, właściciele kwatery zapomnieli o rezerwacji i wyjechali nie wiadomo gdzie. Ostatecznie w ramach zadośćuczynienia załatwiają naszym nieszczęśnikom zakwaterowanie w pobliskich Białodębach - uroczym zadupiu nieopodal cmentarzyska. Tutaj zaczyna się właściwa akcja. 

Nowi gospodarze to specyficzni ludzie. Pani domu, niepokojąco piękna i wesoła ma skłonności do ekshibicjonizmu. Brakuje dostępu do internetu a nawet zasięgu dla telefonu komórkowego. Co więcej, w jednym z pomieszczeń leżą sobie jeszcze cieplutkie zwłoki dziadunia. Same Białodęby okazują się być niepokojące - jego mieszkańcy sprawiają wrażenie zawieszonych w czasie kukiełek. Poza tym, obserwują naszych turystów trochę zbyt uważnie. 

Mroczny klimat zaczyna powoli  zaciskać się wokół Karoliny i Tomka. Nie są tu bezpieczni, chociaż trudno im przyjąć tę prawdę do wiadomości. Halucynacja ściga halucynację. W pewnym momencie bohaterowie zaczynają kwestionować własne zdrowie psychiczne. Przecież las to tylko zbiór drzew, nie może myśleć, prawda? Tym bardziej nie powinien życzyć im źle.



Wady książki




  • Język. Tak wiem, autor ostrzegał, że może być charakterystycznie. Nie chodzi już nawet o te irytujące i pojawiające się ni z tego ni  z owego pytajniki w nawiasach. Bardziej przeszkadza toporna budowa zdań.  Nie zawsze i nie wszędzie. Niestety często miałam wrażenie, że biegnę sobie wesoło przez kartki i nagle... łubudu. Wywalam się o kłodę.

  • Nie udało się uniknąć natłoku znanych i kochanych motywów. Tak szczerze, to chyba nawet autor nie za bardzo się starał to zrobić. Chyba że to ja mam na koncie zbyt wiele filmów z gatunku village-horror. Przyznaje sporo tego obejrzałam w akademiku. No wiecie, młodzi ludzie jadą na wakacje, liczą na rozrywkę a tu się okazuje, że na odludziu na które wyjechali, ktoś lub coś czyha na ich życie. W "Gałęzistym" mamy cały asortyment od widziadeł w łazienkowym lustrze, po sny z truposzami i gonitwę po cmentarzysku.


Dlaczego warto przeczytać?



  • Bohaterowie. Karolina i Tomek, czyli para, która wpadła na nieszczęśliwy pomysł udania się w Suwałki. Świetnie nakreśleni ludzie z ilością wad, która w sam raz wystarczy, aby ich polubić ale nie męczy. Co więcej, autor pokazuje nam zarówno ich osobowości jak i interakcję metodą cebuli - od ogółu do szczegółu. Tak jak lubię najbardziej. To nie love story - może dlatego sympatycznie się o nich czyta. Tutaj jednak małe ostrzeżenie, ta para lubi spierać się na temat, który niektórym może przeszkadzać - na wiarę. Polecam zachować dystans.

  • Regionalne klimaty i patriotyzm. Akcja rozgrywa się na Suwalszczyźnie. Bohaterowie zaliczają kilka wycieczek i dużo jeżdżą po okolicy, oglądając co ciekawsze miejsca. W zasadzie do pewnego stopnia książka może udawać przewodnik turystyczny. Zdecydowanie władze rejonu powinny dorzucić autorowi parę groszy. ;) Raz za razem pojawia się jakaś ciekawostka historyczna, legenda czy inna przemycona informacja - wszystko zgrabnie wplecione w akcję. Autor nie darował sobie nawet wzmianki o stadionie i lokalnej drużynie piłkarskiej. Ba! Nawet uświadomił czytelnika jak prawidłowo odmienić nazwę "Suwałki". Nabrałam ochoty na wycieczkę (tylko jak tu ten LAS ominąć?!).


  • Słowiańskość. Nie da się od niej uciec. Liczne nawiązania do przedchrześcijańskiej religii i istot, które z niej się wywodzą. Las jako potężna siła wymagająca szacunku. Autor umiejętnie wplótł tu nawet wątki ekologiczne. Podoba mi się ukryty apel o nieniszczenie i szanowaniu terenów zielonych. Sama mam świra na punkcie nieśmiecenia w górach, więc rozumiecie...

  • Nastrój. Ta książka go ma. Niezaprzeczalnie. Czytelnik wraz z Karoliną i Tomkiem wpada w sidła grozy, która powolutku oplata go gałązkami. Niepokój, strach i poczucie bezsilności wobec lasu trzeszczy, że aż miło. Autor ładnie wyważył tempo i poziom napięcia. 

  • Zwroty akcji. Czytelnik nie ma szans się znudzić, bo w zasadzie w każdym rozdziale coś się dzieje. Chyba że akurat jest przestój na lokalne smaczki, o których wspomniałam wcześniej. Dzięki temu książkę czyta się bardzo szybko.

  • Elegancka czarno-biała okładka naprawdę nie przeszkadza w odbiorze lektury. Napis jest czytelny a grafika stonowana i ładnie oddaje klimat powieści. Szykownie prezentuje się na półce.


Reasumując



Czytać zatem, czy nie czytać? Jak najbardziej tak. "Gałęziste" nie jest może przełomem w dziejach literatury grozy i nie powala językowo, ale na pewno może zapewnić czytelnikowi kilka godzin mrocznej rozrywki w klasycznym stylu. Zakończenie przypomina wisienkę na torcie - brawo za odważne podejście do tematu. Klimat jest świetny i w sam raz na samotne Walentynki. Udany debiut. 

Recenzja Cię zachęciła? Zgarnij książkę w rozdaniu!



Kto spędza Walentynki z książką? Przyznać się. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz